Przygotowywałeś się na rozmowy z Brytyjczykami. Uczyłeś się ich wymowy, oglądałeś ich seriale, ćwiczyłeś ich idiomy. Potem wchodzisz na pierwszy call w nowej firmie i po drugiej stronie jest Rajesh z Bengaluru, Mathilde z Lyonu i Bram z Utrechtu. Brytyjczyka nie ma i nie będzie.
To jest codzienność większości międzynarodowych zespołów. Angielski jest tam językiem roboczym, w którym prawie nikt nie jest u siebie, i rządzi się innymi zasadami niż ten z podręcznika.
Krzysztof i słowo, które znaczyło dwie różne rzeczy
Krzysztof ma 34 lata i pracuje jako project manager w firmie IT z biurami w Krakowie, Bengaluru i Amsterdamie. Angielski ma dobry, w liceum wygrywał konkursy.
Na jednym ze spotkań ustalił z zespołem w Indiach, że zadanie będzie gotowe by next Friday. W czwartek zapytał o status i usłyszał, że prace ruszą w poniedziałek. Zdziwiony sprawdził notatki. Rajesh powiedział wtedy I will try to do the needful by next Friday, co Krzysztof odczytał jako zobowiązanie, a co w tamtym kontekście oznaczało gotowość do zajęcia się tematem.
Nikt nie skłamał i nikt nie mówił źle po angielsku. Dwie osoby użyły tych samych słów z różnym rozumieniem tego, co znaczy deklaracja.
Krzysztof zmienił jedną rzecz. Po każdym ustaleniu powtarzał je własnymi słowami i pytał o potwierdzenie: So to confirm, the code will be in review by Friday the twelfth. Is that right?. Zajmowało to piętnaście sekund na punkt. Nieporozumienia tego typu zniknęły w ciągu miesiąca.
Dlaczego to bywa trudniejsze niż rozmowa z Brytyjczykiem
Wbrew intuicji rozmowa dwóch nie-native'ów potrafi być trudniejsza niż z rodzimym użytkownikiem. Trzy powody.
Brak osłuchania. Z brytyjskim i amerykańskim brzmieniem masz kontakt od dziecka, przez filmy, muzykę i kursy. Z indyjskim, hiszpańskim czy japońskim angielskim zwykle nie masz żadnego. Twoje ucho nie ma wzorca, do którego mogłoby dopasować to, co słyszy, więc rozpoznawanie idzie wolniej. To ta sama mechanika, którą opisujemy w tekście o treningu rozumienia ze słuchu.
Każdy wnosi rytm swojego języka. Francuz przenosi akcent na koniec frazy, Hindus mówi w innym tempie i z inną melodią, Holender używa bardzo bezpośrednich sformułowań, które po polsku brzmiałyby szorstko. To nie są błędy, tylko odmiany, które trzeba poznać.
Ta sama fraza znaczy różne rzeczy. Brytyjskie that's an interesting idea bywa uprzejmą odmową. Holenderskie no, that won't work jest zwykłym stwierdzeniem faktu bez cienia agresji. Kankaanranta i Louhiala-Salminen (2010) badali angielski jako język pracy w firmach międzynarodowych i pokazali, że skuteczna komunikacja opiera się tam bardziej na wspólnych praktykach zawodowych niż na zbliżaniu się do wzorca rodzimego użytkownika.
Seidlhofer (2005) opisuje ten wariant jako angielski w roli lingua franca: język, którego norma powstaje w użyciu między nie-native'ami, a nie jest importowana z Londynu.
Co to zmienia w praktyce
Jedna rzecz, którą trzeba zapamiętać: celem jest zrozumiałość, nie poprawność i nie bogactwo.
W zespole, w którym nikt nie jest u siebie, wygrywa angielski prosty, wyraźny i wolniejszy. Przegrywa bogaty, szybki i pełen idiomów, nawet jeśli w podręczniku dostałby wyższą ocenę.
To oznacza cztery konkretne decyzje:
Odpuść idiomy i gry słowne. Let's touch base offline, we're boiling the ocean, ballpark figure. Dla połowy sali to zagadka. Powiedz let's talk about it later, this is too broad, rough estimate.
Zwolnij i rób pauzy między frazami. Nie w środku zdania, tylko na granicach fraz. Rozmówca dostaje wtedy moment na przetworzenie. To działa mocniej niż jakakolwiek praca nad wymową.
Skracaj zdania. Trzy krótkie zdania zamiast jednego złożonego. Przy dwóch osobach, które przetwarzają w drugim języku, każde zdanie podrzędne to dodatkowe ryzyko.
Powtarzaj ustalenia własnymi słowami. To jest ta jedna technika, która wyłapuje najwięcej nieporozumień, i jednocześnie ta, którą najrzadziej się stosuje.
Zdania, które ratują wielojęzyczne spotkanie
Cztery na dopytanie, tak sformułowane, żeby nie sugerowały rozmówcy, że mówi niewyraźnie:
- Just to make sure I got that right, you're saying... (Żeby się upewnić, że dobrze zrozumiałem, mówisz, że...)
- Sorry, the line is not great. Could you repeat the last part? (Wybacz, łącze słabe, możesz powtórzyć ostatnią część?)
- Could you spell the name for me? (Możesz przeliterować to nazwisko?)
- Let me repeat that back to you. (Powtórzę to, co usłyszałem.)
Trzy na domykanie ustaleń, czyli tam, gdzie w zespołach wielonarodowych giną największe pieniądze:
- So to confirm, you'll send the file by Wednesday. Correct? (Potwierdzam: wyślesz plik do środy. Zgadza się?)
- Who owns this one? (Kto to prowadzi?)
- I'll write this up and send it to everyone after the call. (Spiszę to i wyślę wszystkim po spotkaniu.)
Dwa na sytuację, w której to Ciebie nie zrozumiano:
- Let me put that another way. (Ujmę to inaczej.)
- I'll say it more simply. (Powiem prościej.)
Reszta zestawu na typowe momenty spotkania znajduje się w tekście o angielskim na spotkania online.
Cztery brzmienia, które spotkasz najczęściej
Chodzi o to, żeby wiedzieć, czego się spodziewać, bo połowa trudności znika, gdy przestaje zaskakiwać.
Angielski indyjski. Inny rytm, często szybsze tempo i akcent wyrazowy postawiony gdzie indziej niż w brytyjskim. Do tego własne zwroty biurowe, takie jak do the needful czy revert back, które w brytyjskim angielskim nie występują albo znaczą co innego. To najczęstsze źródło nieporozumień w zespołach IT i to nie z powodu wymowy, tylko rozumienia deklaracji.
Angielski francuski i hiszpański. Akcent przesuwa się na koniec frazy, znikają niektóre głoski na początku wyrazów, tempo bywa bardzo szybkie. Zdania mają za to strukturę bliską polskiej, więc gdy już przywykniesz do brzmienia, treść jest przewidywalna.
Angielski holenderski i skandynawski. Zwykle najłatwiejszy do zrozumienia dla Polaka i jednocześnie najbardziej bezpośredni. That is not a good idea to ocena pomysłu, nie atak na Ciebie. Jeśli odbierasz takie zdania jako szorstkie, to różnica kulturowa, nie językowa.
Angielski niemiecki. Bardzo wyraźny i uporządkowany, z długimi, złożonymi zdaniami. Trudność zaczyna się przy utrzymaniu wątku w zdaniu z trzema wtrąceniami.
W każdym z tych przypadków lekarstwo jest to samo i jest nudne: kontakt. Dziesięć minut dziennie nagrań z danego kraju przez tydzień robi więcej niż jakikolwiek opis.
Plan na dwa tygodnie
Tydzień 1: osłuchanie z akcentami, które faktycznie masz w zespole. Dziesięć minut dziennie nagrań osób z tych krajów, z którymi pracujesz. Wywiady, prezentacje konferencyjne, nagrania webinarów. Nie ogólne kursy, tylko konkretne brzmienia, które będą po drugiej stronie Twojego calla. Ucho potrzebuje wzorca, a wzorzec bierze się z kontaktu.
Tydzień 2: własna zrozumiałość. Nagraj dwie minuty typowej wypowiedzi z pracy i sprawdź trzy rzeczy: tempo, miejsca pauz i to, czy nie wrzucasz idiomów, których połowa sali nie zna. Przy okazji sprawdź akcent wyrazowy w dziesięciu słowach ze swojej branży, bo to on najczęściej psuje odbiór. Rozwijamy to w tekście o polskim akcencie.
Do tego przez oba tygodnie jedna praktyka na każdym spotkaniu: powtórz jedno ustalenie własnymi słowami i poproś o potwierdzenie.
Kto powinien się dostosować
Pytanie wraca na każdym szkoleniu: skoro to oni mówią niewyraźnie, dlaczego to ja mam upraszczać?
Odpowiedź jest praktyczna, nie moralna. Kontrolujesz wyłącznie własną połowę rozmowy. Możesz przez rok czekać, aż zespół w Bengaluru zacznie mówić wolniej, albo w tydzień zmienić własne tempo i strukturę zdań. Druga droga daje efekt od razu.
Jest też druga strona tej samej monety. W zespole, w którym wszyscy upraszczają, rozmowa idzie szybciej mimo wolniejszego mówienia, bo znika czas tracony na wyjaśnianie nieporozumień. Traktuj to jak wspólny protokół, który wszystkim się opłaca.
Czego nie robić
Nie zakładaj, że milczenie oznacza zgodę. W części kultur zawodowych otwarty sprzeciw wobec osoby prowadzącej spotkanie jest niemile widziany, więc brak reakcji może znaczyć wszystko. Pytaj wprost i pytaj imiennie.
Nie popisuj się słownictwem. Rzadkie słowo, którego rozmówca nie zna, kosztuje pięć sekund rozmowy i nic nie wnosi. To odruch z lekcji, gdzie bogate słownictwo było punktowane.
Nie proś o powtórzenie w sposób, który brzmi jak ocena. I don't understand your accent zamyka rozmowę na miesiące. Sorry, could you say that again? nie zamyka niczego.
Nie prowadź całej komunikacji ustnie. Trzy zdania podsumowania po spotkaniu to w takim zespole standard zawodowy, a nie sygnał braku zaufania. Jak je pisać, żeby brzmiały naturalnie, opisujemy w tekście o angielskim na Slacku i Teams.
Nie porównuj swojego angielskiego z tym, którego uczyłeś się do egzaminu. Tam mierzono zbliżenie do normy rodzimej. Tu mierzy się, czy zespół zrobił to, co miał zrobić.
Co się zmienia
Po kilku tygodniach przestajesz słyszeć akcent i zaczynasz słyszeć treść. Stoi za tym osłuchanie: mózg dostał wystarczająco dużo próbek indyjskiego czy francuskiego angielskiego, żeby przestać zużywać na nie całą uwagę.
Druga zmiana jest wygodniejsza. Przestajesz się wstydzić własnego brzmienia, bo w grupie, w której każdy brzmi inaczej, obcy akcent jest normą, a nie odstępstwem.
Zacznij od jednej rzeczy: na najbliższym spotkaniu powtórz jedno ustalenie własnymi słowami. Jeśli chcesz sprawdzić, co dokładnie blokuje Cię w takich rozmowach, zrób bezpłatny test bariery językowej.
Osobnym tematem jest luźny ton i żarty, które w zespole wielonarodowym potrafią się nie kleić. Piszemy o tym w tekście o humorze po angielsku.
Źródła i badania
- Kankaanranta & Louhiala-Salminen (2010): Languages of International Business
- Seidlhofer (2005): English as a lingua franca
- Munro & Derwing (1995): Foreign Accent, Comprehensibility, and Intelligibility in the Speech of Second Language Learners
- Derwing & Munro (2005): Second Language Accent and Pronunciation Teaching: A Research-Based Approach
- Vandergrift (2007): Recent developments in second and foreign language listening comprehension research
- Long (1996): The role of the linguistic environment in second language acquisition
- Canale & Swain (1980): Theoretical bases of communicative approaches to second language teaching and testing
- MacIntyre et al. (2003): Willingness to communicate in a second language: the effects of context, norms, and vitality