Pytanie o cenę godziny jest naturalne i prawie zawsze prowadzi do złej decyzji. Nie dlatego, że cena nie ma znaczenia. Dlatego, że godzina nie jest tym, co kupujesz. Kupujesz dojście z miejsca, w którym jesteś, do miejsca, w którym chcesz być, a to mierzy się w miesiącach, nie w stawce.
Anna, tania opcja i drugi rok nauki
Anna ma 36 lat, prowadzi zespół obsługi klienta w firmie z kapitałem niemieckim pod Wrocławiem. Awans wiązał się z raportowaniem po angielsku do centrali. Angielski miała ze szkoły, czyli rozumiała sporo i mówiła niewiele.
Wybrała najtańszą opcję, jaką znalazła. Studentka, godzina raz w tygodniu, cena o połowę niższa niż u lektorów z doświadczeniem. Lekcje były sympatyczne i Anna niczego im nie zarzuca.
Po roku policzyła. Czterdzieści lekcji, koszt wyraźnie niższy niż u droższego lektora, i wynik: raporty nadal pisała po polsku, a potem tłumaczyła translatorem. Na spotkaniach z centralą włączała kamerę i milczała.
Anna nie oszczędziła. Zapłaciła za czterdzieści godzin, po których była w tym samym miejscu. Gdyby te same pieniądze rozłożyła na piętnaście lekcji z kimś, kto zbudowałby program pod raportowanie, prawdopodobnie skończyłaby wcześniej i taniej. Prawdopodobnie, bo tego nie da się udowodnić wstecz. Da się za to policzyć koszt roku, w którym nic się nie zmieniło.
Co realnie wpływa na stawkę
Widełki na polskim rynku są szerokie i to nie jest przypadek. Za różnicą stoją konkretne rzeczy.
Format. Zajęcia grupowe dzielą koszt lektora między uczestników, więc godzina wychodzi taniej. Płacisz za to udziałem w czasie mówienia, który przy sześciu osobach jest ułamkiem lekcji.
Doświadczenie w pracy z dorosłymi. To inna umiejętność niż praca z młodzieżą. Dorosły przychodzi z historią nieudanych podejść, z lękiem przed oceną i z konkretną potrzebą zawodową.
Specjalizacja. Lektor, który zna słownictwo Twojej branży, nie potrzebuje trzech lekcji na zrozumienie, o czym mówisz.
To, co wchodzi w cenę poza godziną. Plan, materiały dobrane pod Ciebie, notatka po lekcji, zadania na tydzień i pilnowanie powtórek. Tu przebiega największa różnica między ofertami, które w cenniku wyglądają podobnie.
Miejsce. Zajęcia z dojazdem lektora zawierają jego czas na dojazd. Online ten składnik znika po obu stronach.
Dlaczego liczenie za godzinę wprowadza w błąd
Wyobraź sobie dwie oferty. Pierwsza kosztuje mniej za godzinę, ale to spotkanie bez planu, bez zadań i bez korekty utrwalonych błędów. Druga kosztuje więcej, ale zawiera program, korektę i pracę między lekcjami.
Jeżeli pierwsza wymaga czterdziestu spotkań, a druga piętnastu, tańsza jest ta druga. Cena godziny jest mylącym wskaźnikiem, bo nie zawiera informacji o liczbie godzin potrzebnych do celu.
Ta liczba zależy od trzech rzeczy, na które stawka nie ma wpływu.
Ile mówisz w trakcie lekcji. To jedyna aktywność, która buduje umiejętność mówienia. DeKeyser (2007) opisuje ten proces jako stopniowe przechodzenie od wiedzy o języku do sprawności, możliwe wyłącznie przez wielokrotne wykonanie samej czynności.
Czy ktoś poprawia formę. Swain i Lapkin (1995) opisują mechanizm, w którym próba wypowiedzenia czegoś trudniejszego niż obecny poziom i reakcja rozmówcy zmuszają do poprawienia struktury. Bez tego przez lata utrwalasz ten sam błąd w komfortowej rozmowie.
Co dzieje się przez pozostałe sześć dni. Carpenter i inni (2012) pokazali, że powtórki rozłożone w czasie dają trwalszy efekt niż nauka skumulowana. Lekcja bez powtórek między spotkaniami to w dużej mierze odtwarzanie tego, co zapomniałeś od poprzedniego razu.
Jak policzyć to sensownie
Zamiast pytać o cenę godziny, policz koszt miesiąca i zestaw go z celem.
Ustal cel z terminem. Nie „chcę mówić lepiej", tylko „w styczniu prowadzę spotkanie po angielsku". Cel bez terminu nie da się wycenić.
Policz budżet miesięczny, nie godzinowy. Cztery lekcje w miesiącu to konkretna kwota. Porównuj kwoty miesięczne między ofertami, bo długość lekcji bywa różna.
Zapytaj, co wchodzi w cenę poza spotkaniem. Odpowiedź rozstrzyga więcej niż stawka. Jeżeli brzmi „prześlę materiały", dopytaj jakie i kiedy.
Sprawdź proporcje mówienia na rozmowie wstępnej. Jeżeli przez większość spotkania mówi lektor, kupujesz słuchanie.
Nie kupuj dużego pakietu przed pierwszą lekcją. Rabat za dwadzieścia godzin jest realny tylko wtedy, gdy te dwadzieścia godzin ma sens.
Gdzie da się oszczędzić bez straty
Nie każda oszczędność kosztuje efekt.
Krótsze lekcje częściej. Dwie po czterdzieści pięć minut biją jedną dziewięćdziesięciominutową, i to zwykle przy podobnej kwocie.
Online zamiast dojazdów. Znika czas na dojazd po obu stronach, a przy zajęciach nastawionych na rozmowę forma zdalna nie odbiera niczego istotnego.
Praca własna między lekcjami. To najtańsza i najbardziej pomijana dźwignia. Piętnaście minut dziennie na powtórki zmienia liczbę potrzebnych lekcji bardziej niż jakikolwiek rabat. Rozpisaliśmy to w tekście o nauce po piętnaście minut dziennie.
Rezygnacja z tego, czego nie użyjesz. Płacenie za przygotowanie do egzaminu, którego nie zdajesz, to najczystszy przykład kosztu bez pokrycia.
Czego nie da się kupić taniej
Uwagi jednej osoby skupionej wyłącznie na Tobie przez godzinę. To jest cały produkt i dlatego stawki za lekcje indywidualne nie spadają poniżej pewnego progu bez utraty któregoś ze składników.
Anna po roku zmieniła podejście. Wybrała lektora droższego o połowę i dwa krótkie spotkania w tygodniu zamiast jednego długiego. Pierwszy raport po angielsku napisała po siedmiu tygodniach. Nie dlatego, że tamta studentka była zła. Dlatego, że po raz pierwszy ktoś zapytał, do czego dokładnie potrzebuje angielskiego, i ułożył z tego kolejność.
Jeżeli chcesz sprawdzić, ile pracy dzieli Cię od Twojego celu, zanim zaczniesz porównywać cenniki, zrób bezpłatny test bariery językowej. Aktualne stawki i formaty zajęć znajdziesz w ofercie, a jeśli wolisz od razu porozmawiać, umów bezpłatną rozmowę.