Prowadzisz spotkania po angielsku, piszesz maile do klientów i po każdej takiej sytuacji myślisz, że jakoś się udało. Że temat był łatwy, że rozmówca był wyrozumiały, że następnym razem może się nie udać. To zjawisko ma nazwę i dotyczy zwykle osób lepszych, niż same sądzą.
Aleksandra i opinia, w którą nie uwierzyła
Aleksandra ma 34 lata, jest kierowniczką projektu w firmie technologicznej. Prowadzi cotygodniowe spotkania z klientem z Wielkiej Brytanii, prezentuje wyniki i negocjuje zakres.
Po roku takiej pracy klient napisał w podsumowaniu współpracy, że komunikacja była wzorowa. Aleksandra przeczytała to i uznała, że klient był uprzejmy.
Poproszona o samoocenę poziomu, podała B1. Zewnętrzna ocena wskazywała C1.
Aleksandra nie kokietowała. Ona faktycznie tak to widziała, ponieważ po każdym spotkaniu pamiętała trzy momenty, w których się zacięła, i nie pamiętała czterdziestu minut, w których mówiła płynnie.
Dlaczego dotyka głównie osób na wyższym poziomie
To wygląda na paradoks i ma prostą przyczynę.
Im lepiej znasz język, tym więcej własnych błędów słyszysz. Osoba na poziomie A2 nie wychwytuje w swojej wypowiedzi rzeczy, które osoba na C1 wychwytuje natychmiast. Rośnie więc nie liczba błędów, tylko zdolność ich zauważania.
Do tego dochodzi asymetria pamięci. Zacięcie się jest zdarzeniem wyrazistym, a czterdzieści minut płynnego mówienia zdarzeniem niewyrazistym. Po tygodniu w pamięci zostaje to pierwsze.
Gregersen i Horwitz (2002) badali reakcje uczących się na własne nagrania i opisali, że osoby o wysokim lęku językowym oceniały swoje wypowiedzi surowiej niż osoby o niskim, przy porównywalnym poziomie faktycznym. Ta sama wypowiedź, dwie różne oceny.
Rola perfekcjonizmu
To samo badanie wiąże surowość samooceny z perfekcjonistycznym podejściem do własnej wypowiedzi. Osoby o wysokich standardach wobec siebie reagują na własny błąd silniej i częściej wycofują się z mówienia.
Mechanizm jest kosztowny, bo wycofanie się z mówienia odbiera dokładnie to, co poprawiłoby sytuację. Horwitz i inni (1986) opisali lęk językowy jako czynnik zajmujący zasoby, które w innym razie poszłyby na samo mówienie, więc obawa przed wypadnięciem słabo faktycznie pogarsza wypowiedź.
To zamyka pętlę: obawa pogarsza wypowiedź, gorsza wypowiedź potwierdza obawę.
Cztery rzeczy, które ją otwierają
Zbieraj fakty zamiast wrażeń. Po każdej rozmowie zapisz jedno zdanie o tym, co się wydarzyło, bez oceny. „Poprowadziłam czterdziestominutowe spotkanie, ustaliliśmy zakres na kwartał." Pamięć sama przepisze to na szczęśliwy zbieg okoliczności, notatka tego nie zrobi.
Nagraj się i odsłuchaj po tygodniu. To jest metoda najbardziej bezlitosna i najczęściej działająca na korzyść. Odstęp jest istotny, bo po tygodniu słuchasz wypowiedzi jak cudzej. Sposób opisaliśmy w tekście o nagrywaniu siebie po angielsku.
Poproś o konkretną informację zwrotną. Nie o ocenę ogólną, bo dostaniesz uprzejmość, w którą nie uwierzysz. Pytaj wąsko: what's one thing I could say more clearly in these meetings? Konkretna odpowiedź jest wiarygodna w sposób, w jaki pochwała nie jest.
Zmień miarę z bezbłędności na skuteczność. Pytanie brzmi, czy sprawa została załatwiona, a nie czy zdanie było poprawne. Kankaanranta i Louhiala-Salminen (2010) opisują, że w środowisku międzynarodowym angielski jest oceniany właśnie tak: po tym, czy przekazuje sprawę.
Czego nie robić
Nie czekaj na poziom, przy którym poczujesz się gotowy. On nie nadejdzie, bo zdolność zauważania własnych braków rośnie razem z poziomem.
Nie przepraszaj za swój angielski na wejściu. Sorry, my English is not very good ustawia rozmówcę tak, żeby zaczął słuchać pod kątem błędów. Osłabia to wszystko, co powiesz dalej, i nie jest prawdą.
Nie porównuj się z rodzimymi użytkownikami. To nie jest właściwy punkt odniesienia dla nikogo, kto uczy się języka jako dorosły.
Nie traktuj jednej złej rozmowy jako danych. Rozmowa po ciężkim dniu, przez telefon albo z nowym akcentem wypada gorzej u wszystkich, co opisaliśmy przy rozumieniu przez telefon.
Aleksandra przez trzy miesiące zapisywała jedno zdanie po każdym spotkaniu z klientem. Po kwartale przeczytała czternaście notatek z rzędu i to zrobiło na niej większe wrażenie niż roczna opinia klienta. Poziom miała ten sam.
Jeżeli podejrzewasz u siebie ten rozjazd, zrób bezpłatny test bariery językowej albo umów bezpłatną rozmowę i sprawdźmy, gdzie faktycznie jesteś.
Jak sprawdzić, gdzie naprawdę jesteś
Poczucie, że mówisz gorzej, niż jest, bierze się z porównywania siebie z nagraniem w głowie, a nie z faktami. Trzy sposoby, żeby zebrać fakty:
- Nagraj minutę mówienia raz w miesiącu na ten sam temat. Po trzech miesiącach porównaj pierwsze nagranie z ostatnim. Różnicy nie da się wtedy podważyć.
- Policz, ile razy rozmówca poprosił o powtórzenie. Jeśli prawie nigdy, twoja komunikacja działa, niezależnie od tego, co czujesz.
- Zapisz, co zrobiłeś po angielsku w ostatnim tygodniu. Spotkanie, mail, rozmowa telefoniczna, obejrzany odcinek bez napisów. Lista jest zwykle dłuższa, niż się spodziewasz.
To nie jest ćwiczenie z pozytywnego myślenia. Chodzi o to, żeby ocena poziomu opierała się na czymś sprawdzalnym, a nie na wrażeniu z jednej nieudanej rozmowy.