Pewnie zastanawiasz się, co może przydać Ci się na wyjeździe za granicę. Waluta jest inna, mapa w telefonie działa, rezerwacja hotelu przyszła na maila, a mimo to w którymś momencie stoisz przy kasie albo recepcji i czujesz, że brakuje jednego zdania. Nie musisz mówić płynnie. Niezależnie od tego, czy lecisz do Hiszpanii, Włoch, Grecji czy na Wyspy, w turystyce angielski często wystarczy do dogadania się. Nie jako egzamin ze szkoły. Jako kilka gotowych formuł, które wyciągasz z pamięci, zamiast tłumaczyć z polskiego pod presją.
Zaraz zobaczysz 20 zdań po angielsku na wakacje i krótszy wyjazd służbowy. Najpierw historia Marka, który pojechał do Barcelony bez pewności, że da radę. Potem lista, którą możesz skopiować do telefonu i przećwiczyć na prawdziwych fiszkach na dole strony. To ma Ci pomóc w trzech konkretnych sytuacjach: gdy pytasz o drogę, gdy ogarniasz hotel i gdy musisz coś załatwić szybko, zanim stres przejmie stery.
Marek pojechał do Barcelony bez angielskiego
Marek ma 46 lat. Pracuje jako kierownik logistyki w firmie z Poznania. Angielski ze szkoły i z maili: rozumie nagłówki, potrafi przeczytać ofertę od dostawcy, ale na głos mówi rzadko. Kiedy szef zaproponował konferencję w Barcelonie, Marek wziął bilet. Żona została z dziećmi. Cztery dni, sam, pierwszy taki wyjazd od lat.
Na lotnisku wszystko szło gładko, dopóki nie usłyszał przez głośnik: Gate change. Stał przy bramce, która była na boarding passie, i nagle nie wiedział, czy ma zostać, czy biec. Obok szła Polka z walizką. Zamiast zapytać obsługę, zapytał ją. Dowiedział się za późno. Bieg przez terminal, spocony boarding, złość na siebie, nie na personel. Wieczorem w hotelu pomyślał: wystarczyłoby Excuse me, do you speak English? i Could you help me, please?. Jedno pytanie. Jedna rozmowa. Inny początek wyjazdu. Znał to uczucie z pracy: gdy kamera się włącza, gardło się ściska. O stresie przed mówieniem po angielsku pisaliśmy osobno. Na wyjeździe działa ten sam mechanizm, tylko bez kolegi z open space, który przejmie temat.
Następnego dnia chciał dojść do centrum. Google Maps działało. Metro też. Problem zaczął się na wyjściu: zamknięte, prace, obejście przez uliczkę bez znaków. Marek pokazywał palcem, mówił po polsku, w końcu odpalił tłumacz. Doszedł. Stracił piętnaście minut i poczuł się jak dziecko, które nie potrafi zapytać dorosłego. Brakowało mu trzech prostych zdań: Where is the nearest station/the Underground/bus stop?, How do I get to the city centre?, I'm looking for this address. Gdyby je miał w głowie gotowe, nie musiałby budować rozmowy od zera.
W środę kolacja z potencjalnym partnerem po konferencji. Restauracja, menu po katalońsku i angielsku. Marek rozumiał połowę. Resztę zgadywał. Zamówił wskazując palcem na danie obok. Partner się uśmiechnął. Rozmowa stanęła, bo Marek nie wiedział, jak przejść od „food" do „business". W głowie miał polskie zdania. W ustach ciszę albo pojedyncze słowa. Tego wieczoru brakowało mu: I'll have this, please., How much does it cost?, Can I pay by card?. Nie brzmiałyby jak perfekcyjna angielszczyzna. Brzmiałyby jak człowiek, który wie, czego chce.
Czwartkowa noc była najgorsza. Ból zęba. Recepcja w półmroku. Marek wyciągnął telefon, otworzył tłumacz, mówił do ekranu. Recepcjonista był miły. Działało. Marek i tak czuł lęk, fizyczny, nie tylko „językowy". W tamtej chwili przydałyby się: I have a reservation., I'd like to check in., a potem Is there a pharmacy nearby? i I need a doctor. Cztery zdania. Bez nich cała komunikacja szła przez aplikację, wolniej, z dystansem.
Ostatni dzień. Sagrada Família, kolejka, słońce. Marek poprosił przechodnia o zdjęcie. Tym razem nie sięgnął po tłumacz. Powiedział: Could you take a photo of me, please? Mężczyzna odpowiedział szybko, z akcentem. Marek nie nadążył. Użył zdania, którego wcześniej by się wstydził: Could you speak a bit more slowly, please? Potem: I don't understand. Could you repeat that, please? Rozmówca powtórzył. Zdjęcie wyszło. Marek podziękował: Thank you very much. Have a nice day! i It was nice to meet you. Ulga. Żaden triumf, raczej poczucie, że da się funkcjonować bez bycia niewidzialnym.
Wrócił do Polski z listą 20 zdań w notatniku. Nie zdał żadnego testu. Nie zaczął mówić płynnie. Przestał udawać, że „jakoś będzie", bo mapa i karta płatnicza załatwią wszystko. DeKeyser (2007) opisuje to jako brak automatyzacji: pod presją mózg nie sięga po reguły gramatyczne, tylko po to, co powtarzałeś na głos. Dlatego na wyjeździe lepiej działają gotowe zdania niż słówka z aplikacji. Więcej o uczeniu się całych formuł znajdziesz w tekście o chunkingu. Marek mógł być Tobą. Różnica jest taka, że Ty możesz wejść w te zdania przed wylotem, zamiast testować nerwy już przy pierwszej odprawie.
20 zdań, które ratują wyjazd
Zapisz je w notatkach w telefonie. Ucz się całych zdań, nie pojedynczych wyrazów w izolacji. Boers i in. (2006) pokazują, że płynność w codziennych sytuacjach opiera się na gotowych frazach. Laufer (2005) dodaje, że na wyjeździe liczy się słownictwo czynne: to, co wypowiesz, nie to, co rozumiesz z menu. Poniżej masz 20 podstawowych zwrotów po angielsku, które realnie przydają się na lotnisku, w mieście, w hotelu i przy drobnych awariach.
Gdy zaczynasz rozmowę z obcą osobą na ulicy, w sklepie albo na lotnisku, pierwsze dwa zdania otwierają drzwi:
- Przepraszam, czy mówi Pan/Pani po angielsku? → Excuse me, do you speak English?
- Czy może mi Pan/Pani pomóc? → Could you help me, please?
- Gdzie jest najbliższa stacja/metro/przystanek? → Where is the nearest station/the Underground/bus stop?
- Ile to kosztuje? → How much does it cost?
- Poproszę to. → I'll have this, please.
- Czy mogę zapłacić kartą? → Can I pay by card?
- Gdzie jest toaleta? → Where is the toilet?
Kiedy rozmówca mówi za szybko albo używasz nawigacji, przyda się zestaw „ratunkowy" i orientacyjny:
- Nie rozumiem. Czy może Pan/Pani powtórzyć? → I don't understand. Could you repeat that, please?
- Czy może Pan/Pani mówić trochę wolniej? → Could you speak a bit more slowly, please?
- Szukam tego adresu. → I'm looking for this address.
- Jak dostać się do centrum miasta? → How do I get to the city centre?
- Która jest godzina? → What time is it?
W hotelu i w sprawach zdrowotnych wystarczy kilka stałych formuł. Recepcjonista słyszy je codziennie:
- Mam rezerwację. → I have a reservation.
- Chciałbym się zameldować. → I'd like to check in.
- Chciałbym się wymeldować. → I'd like to check out.
- Czy w pobliżu jest apteka? → Is there a pharmacy nearby?
- Potrzebuję lekarza. → I need a doctor.
Na koniec wyjazdu albo krótkiej rozmowy warto zamknąć interakcję grzecznie. To buduje dobre wrażenie bez długiej rozmowy:
- Czy może mi Pan/Pani zrobić zdjęcie? → Could you take a photo of me, please?
- Miło było Pana/Panią poznać. → It was nice to meet you.
- Dziękuję bardzo. Miłego dnia! → Thank you very much. Have a nice day!
Jak to wkuć w tydzień przed wylotem? Poświęć około 10 minut dziennie. Dni pierwszy i drugi: zdania od 1 do 7, każde powtórz na głos trzy razy. Dni trzeci i czwarty: zdania od 8 do 14. Dni piąty i szósty: od 15 do 20. Siódmy dzień: przejdź całą listę bez patrzenia w notatkę. Nagraj się na dyktafon i odsłuchaj jedno nagranie. Powiedz jedno zdanie przy śniadaniu, jedno przy kolacji. To wystarczy, żeby wylądować z czymś więcej niż Marek miał w pierwszy dzień w Barcelonie. Canale i Swain (1980) nazywają to kompetencją komunikatywną: język ma służyć zadaniu, nie perfekcji.
Ćwicz na fiszkach albo z lektorem
Jeśli chcesz przećwiczyć to słownictwo, zrób to tutaj. Kliknij kartę, odwróć ją i sprawdź, czy pamiętasz tłumaczenie. To najszybsza droga, jeśli chcesz przed wyjazdem wejść w tryb: widzę sytuację, od razu mam zdanie pod ręką.
Mini instrukcja: najpierw przeczytaj angielską stronę karty. Potem kliknij i sprawdź polskie znaczenie. Przejdź wszystkie 20 przed wylotem.
Na telefonie najlepiej działa to jako szybkie kliknięcie. Na komputerze możesz przejść przez karty jedna po drugiej.
Fiszki pomagają zapamiętać kolejność i brzmienie. Nie uczą wymowy ani tempa w rozmowie.
Jeśli wolisz powiedzieć te zdania na głos z kimś, kto poprawi akcent tam, gdzie to ma znaczenie, i przećwiczy z Tobą scenki z lotniska, hotelu albo restauracji:
20 minut online, bez zobowiązań. Jeśli angielski w podróży to dla Ciebie nowy start, poczytaj też o tym, jak przełamać barierę w mówieniu.
Na sytuacje trudniejsze niż hotel i restauracja przygotuje Cię tekst o angielskim u lekarza i w urzędzie. Jeśli chcesz rozpisać poszczególne etapy trasy osobno, mamy do tego dwa teksty: o angielskim na lotnisku i w samolocie oraz o angielskim w hotelu i restauracji.
Jak zapamiętać je przed wyjazdem
Dwadzieścia zdań to za dużo na jeden wieczór i za mało, żeby uczyć się ich miesiąc. Rozłóż to na tydzień przed wyjazdem:
- Dzień 1 i 2: pięć zdań na lotnisko i dojazd, na głos, po pięć powtórzeń każde.
- Dzień 3 i 4: pięć zdań na hotel i zameldowanie, ćwiczone jako dialog z samym sobą.
- Dzień 5: pięć zdań na restaurację i zakupy.
- Dzień 6: pięć zdań awaryjnych, te o zgubionym bagażu i pomocy.
- Dzień 7: wszystkie dwadzieścia, wymieszane, bez zaglądania do listy.
Ucz się ich na głos, nie wzrokowo. Zdanie przeczytane w myślach nie wyjdzie z ust na lotnisku. Jeśli chcesz iść dalej niż te dwadzieścia zdań, weź gotową listę zwrotów w podróży i przerób ją tym samym trybem.
Źródła i badania
- Canale, M. & Swain, M. (1980). Theoretical bases of communicative approaches to second language teaching and testing. Applied Linguistics, 1(1), 1-47.
- Boers, F., Eyckmans, J., Kappel, J., Stengers, H. & Demecheleer, M. (2006). Formulaic Sequences and Perceived Oral Proficiency: Putting a Lexical Approach to the Test. Language Teaching Research, 10(3), 245-261.
- Laufer, B. (2005). Focus on Form in Second Language Vocabulary Learning. W: Eurosla Yearbook (Vol. 6), 223-250.
- DeKeyser, R. M. (2007). Skill acquisition theory. W: B. VanPatten & J. Williams (red.), Theories in Second Language Acquisition (s. 97-113). Routledge.